Moja pierwsza miłość...Ma na imię Krzysiek. Niedawno skończył 19 lat. Jest niepełnosprawny- przepuklina oponowa rdzeniowa...
Jak na jego chorobę naprawdę miał szczęście, gdyż przy niej można skończyć jako warzywo, a on miał czucie w całym ciele jak każdy z nas tylko miał zbyt słabe nogi, żeby samodzielnie chodzić. Wspaniały człowiek...Swoim podejściem bardzo zmienił moje poglądy i moje myślenie na temat niepełnosprawności.
Dawniej popłakałabym się na sama myśl (jestem bardzo wrażliwa). Teraz jest już inaczej. Bardzo mi to ciężko dobrze wytłumaczyć, a że nie o tym miało być może jak na razie to pominę.
Z Krzyśkiem poznaliśmy się przez internet...no cóż pewnie pomyślicie jakie to banalne, kolejny "związek przez neta", ale proszę was abyście wstrzymali się z taką opinią...
Początek wakacji...wieczór...napisała do mnie jego koleżanka z pytaniem czy nie chcę poznać fajnego chłopaka, byłam sceptycznie nastawiona. Nudziłam się, więc stwierdziłam, że mogę z nim popisać, w końcu i tak pewnie skończy się na tej jednej konwersacji...
Pierwsza, sama z siebie z reguły nie piszę i tym razem też tak było. Pewnie sama by, się nie zdecydowała, ale on napisał. Przez pierwsze minuty rozmowa była raczej nudna. Wiecie jak to jest pytania "co tam" itp. Oczywiście mi napisał, że mam piękne oczy. Ja nie kupuje nigdy jakiś takich, naciąganych komplementów żeby było jasne, no nie ze mną takie numery. Po jakimś czasie poprosiłam żeby napisał coś o sobie. Od razu napisał o chorobie, o tym, że nigdy nikogo nie miał gdyż z powodu wózka żadna dziewczyna nie chce nawet spróbować. No cóż ja się oczywiście popłakałam jak to ja, powiedziałam mu o tym (taka moja typowa szczerość i otwartość w stosunku do obcych i tylko obcych osób). No i jakoś zaskoczyło wtedy. Rozmowa bardzo się kleiła. Od razu go bardzo polubiłam. Wydawało się, że on mnie też. Czas leciał niesamowicie szybko. Zanim się obejrzałam była już 2 nad ranem. Nie mogłam się od niego oderwać. Kiedy napisałam mu, że już padam, ale boję się, że już jutro nie będzie tak dobrze między nami albo w ogóle się nie odezwie to uspokoił mnie, powiedział, że będzie to pierwsza rzeczą po przebudzeniu, a nawet chciał ustawić budzik, żebym nie musiała na niego czekać. Oczywiście zaprzeczyłam. Następnego dnia nie mogłam przestać zerkać na telefon czy może nie napisał. (Spał gdzieś do 10.)
Nadal było tak dobrze jak dzień wcześniej, rozmawialiśmy ciągle i bez przerwy, już wtedy trochę zachowywaliśmy się jak para, subtelnie flirtowaliśmy.
Później pierwsza rozmowa przez telefon. Kilka dni po tym nawet spaliśmy razem "przez telefon". Po prostu rozmawialiśmy dopóki nie zasnęliśmy. Chyba po tygodniu znajomości pierwsze "kocham cię". Wiem może wam się to wydaje dziwne, ale wiecie jak to jest. No zauroczenie noo...Ustaliliśmy, że skoro już to czujemy to chyba oficjalnie możemy powiedzieć, że jesteśmy razem. Tydzień po tym pierwsze spotkanie. Mieszkamy od siebie 80 km stąd tak późno. Spotkaliśmy się w Rzeszowie w galerii Rzeszów. Mi tam było wygodnie co dojazd busem praktycznie pod samą galerię, a on też nie miał bardzo daleko. On ma samochód, specjalnie dostosowany więc nie było problemu. Było wspaniale. Przytulanie, pierwszy pocałunek. Nasz związek był naprawdę cudowny, wiadomo były sprzeczki kłótnie i nie widywaliśmy się zbyt często, ale było niezwykle. Zawsze byliśmy dla siebie, mogliśmy na siebie liczyć. Mieliśmy swoje kryzysy, na przykład kiedy przygotowywał się do poprawki matury z matematyki gdyż nie miał czasu i był zmęczony, ale jak to my szybko z tego wyszliśmy. No i wszystko zaczęło się po wakacjach...
Początkiem września pojechał na 10-dniowy obóz dla niepełnosprawnych jako uczestnik. Miał trochę mało czasu, rozmowa przez telefon to była rzadkość i jak już to tylko na chwilę. Bardzo za nim tęskniłam. Czekałam tylko aż wróci, miał przyjechać do mnie zaraz po tym. No i nadszedł ten cudowny dzień powrotu, tak wyczekiwany. Okazało się, że wraca się tylko wypakować, wyprać ubrania, wziąć nowe i jedzie znowu w to samo miejsce na następny dzień tylko nie jako uczestnik, ale jako kadra. Miał przede wszystkim uczyć innych. Zdążyliśmy tego dnia trochę porozmawiać przez telefon i od nowa to samo. Kolejne 11 dni obozu. Tym razem było nieco inaczej. Nie pisał prawie w ogóle, na rozmowę nie było szans. Mnie trochę przerastała tęsknota i szkoła, ja nie przyzwyczajona do nauki, a w szkole niezły zapierdol. Jednego dnia gry miał nieco więcej czasu napisał, że sobie tam nie radzi psychicznie i fizycznie, wcześnie wstają, bardzo późno się kładą i z osobami tam coś było nie tak. Starałam się go pocieszyć i sama nie mówiłam nic o swoich problemach. To był taki poważniejszy kryzys bo ja już nie mogłam poradzić sobie z tym wszystkim. Pokłóciliśmy się. Jego nowa przyjaciółka z obozu nawet do mnie napisała bo chciała nam pomóc się pogodzić.No i dzień powrotu ja już taka zadowolona, w końcu będę mogła z nim porozmawiać po takim czasie. Tego dnia od rana nic nie pisał, kiedy po południu nadal się nie odzywał już trochę mnie to zdziwiło, w końcu gdzieś tak o 17 kiedy nadal się nie odzywał napisałam do tej jego przyjaciółki-Elizy. Ale za nim zdążyła odpisać on się odezwał. Trochę oschle go przywitałam bo byłam zła, ale nie miałam zamiaru się długo gniewać, ta tęsknota robiła swoje po prostu. Między czasie pisałam z Elizą, pytała czy miedzy nami lepiej, a jak jej powiedziałam, że było, ale teraz to już nie wiem zapytała czy coś się stało. Napisałam, że pewnie kolejna drobna chwilowa sprzeczka, a tu nagle wiadomość, która mnie złamała. Napisał, że już nie może i że to koniec. Nie chciał rozmawiać. Kiedy w końcu wymusiłam to na nim usłyszałam "Pojawiła się Eliza" No ja byłam w szoku....niesamowitym. 3 miesiące związku... Kilka razy pisaliśmy jeszcze, on niby się chciał przyjaźnić, ale takto się nie odzywał. Nie sam z siebie, ewentualnie jak ja napisałam to odpisał...
Pierwszego dnia po zerwaniu ręce niesamowicie mi się trzęsły, łyknęłam garść tabletek przeciwbólowych i jakoś trzeba było udawać, że wszystko jest dobrze, ale w samotności nie mogłam, na zmianę cięłam się, łykałam tabletki i płakałam.
Jakoś z dnia na dzień starałam się po prostu funkcjonować. Zawalałam szkołę jak można mi się domyślić. Było do dupy. Zaczęły mi się pogłębiać problemy z kręgosłupem. Sama nie wiem dlaczego odczuwałam coraz większy ból w odcinku lędźwiowym. W którymś momencie to stało się nie do zniesienia. Ból promieniował aż do nogi. Nie mogłam siedzieć, leżeć...Od lekarza dostałam jedne z najsilniejszych leków przeciwbólowych, po kilku dniach się polepszyło, ale musiałam iść do specjalistki od kręgosłupa. Niedawno byłam razem z mamą, musiałam zdjąć koszulkę a tam pocięty kark i ramiona. Miałam przesłuchanie oczywiście, ale nakłamałam, że to pierwszy i jedyny raz na próbę. Temat się skończył, ale byłam przejęta tym, więc napisałam do niego. Powiedziałam, że mam problem i chcę pogadać. Ja już się trochę pozbierałam więc pomyślałam o nim. Pierwsza rozmowa telefoniczna od zerwania. Chwilę rozmawialiśmy o moim problemie, a później normalnie, jak gdyby nigdy nic. Było naprawdę miło, wcale nie niezręcznie. Pisaliśmy później jeszcze i on powiedział, że jest skołowany. Stwierdził, ze ma wątpliwości czy dobrze zrobił, że nie wie czy nie czuje jednak czegoś do mnie, a nie do niej. Miał się zastanowić czy nie wrócić do mnie, ja bym mu oczywiście głupia wybaczyła. Narobiłam sobie nadziei, ale nie. Powiedział, że mnie nie kocha. Potem jeszcze pisaliśmy trochę o tym. Ja mu mówiłam, że mnie nie kochał, że musiało to być zauroczenie, ale się upierał, że nie. Następnego dnia poprosiłam o ostatnią rozmowę, odczytał, ale nie odpisał. Później napisałam jeszcze co o nim myślę, głównie, że myślę, że jest dobrym człowiekiem, ale się pogubił, że nie jest gotowy na dojrzałą relacje, jakąkolwiek. Też brak odpowiedzi. Od tego czasu nie pisałam już nic, chociaż bardzo tęsknię. Jest ciężko. Po miesiącu od zerwania on narobił mi nadziei, a ja teraz przeżywam od nowa to samo... Stąd ten blog... Taka forma terapii, nawet nie liczę, że ktoś to przeczyta.
poniedziałek, 31 października 2016
No to od początku...
Hej, jestem Blanka...Chciałabym tu opowiedzieć o moim zwykłym, szarym, codziennym życiu.
No to od początku...
2 listopada kończę 16 lat, chodzę do liceum na profil biol-chem-mat ("najlepsza szkoła w mieście") Mam młodszego brata, ma 10 lat, w styczniu 11. Z rodzicami nigdy nie miałam dobrego kontaktu. Z tatą nie mam go w ogóle, a z mamą polega ona na ciągłych kłótniach o wszystko. Mieszkam w takiej malutkiej miejscowości, ale do szkoły chodzę do miasta oddalonej o jakieś 15 km od mojego miejsca zamieszkania.
W sumie tak już od żłobka...Zawsze byłam raczej z tych lepszych uczennic, mimo braku nauki. No właśnie...Jestem niesamowicie leniwa, chociaż ambitna, aczkolwiek nie robię nic w stronę tego żeby coś osiągnąć. Mam zaburzenia osobowości typu borderline (dla kogoś kto nie wie co to, albo nie do końca zrobię o tym osobny, gdzie wszystko w miarę szczegółowo opisze i wytłumaczę gdyż sądzę, że to dość ważny element mnie). W całym moim życiu zostawiło mnie dużo osób. Może były to znajomości przez internet. Jedne były ważniejsze inne mniej, ale bardzo na mnie wpłynęły. Miesiąc temu zostawił mnie chłopak-mój pierwszy. To tez opisze dokładniej w kolejnych postach. Nie mam hobby... Uwielbiam układać puzzle, kręci mnie aktorstwo no i kocham wszystko co mnie w jakiś sposób niszczy...
Myślę ze w tym poście wystarczy jak na razie... do następnego...
No to od początku...
2 listopada kończę 16 lat, chodzę do liceum na profil biol-chem-mat ("najlepsza szkoła w mieście") Mam młodszego brata, ma 10 lat, w styczniu 11. Z rodzicami nigdy nie miałam dobrego kontaktu. Z tatą nie mam go w ogóle, a z mamą polega ona na ciągłych kłótniach o wszystko. Mieszkam w takiej malutkiej miejscowości, ale do szkoły chodzę do miasta oddalonej o jakieś 15 km od mojego miejsca zamieszkania.
W sumie tak już od żłobka...Zawsze byłam raczej z tych lepszych uczennic, mimo braku nauki. No właśnie...Jestem niesamowicie leniwa, chociaż ambitna, aczkolwiek nie robię nic w stronę tego żeby coś osiągnąć. Mam zaburzenia osobowości typu borderline (dla kogoś kto nie wie co to, albo nie do końca zrobię o tym osobny, gdzie wszystko w miarę szczegółowo opisze i wytłumaczę gdyż sądzę, że to dość ważny element mnie). W całym moim życiu zostawiło mnie dużo osób. Może były to znajomości przez internet. Jedne były ważniejsze inne mniej, ale bardzo na mnie wpłynęły. Miesiąc temu zostawił mnie chłopak-mój pierwszy. To tez opisze dokładniej w kolejnych postach. Nie mam hobby... Uwielbiam układać puzzle, kręci mnie aktorstwo no i kocham wszystko co mnie w jakiś sposób niszczy...
Myślę ze w tym poście wystarczy jak na razie... do następnego...
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)